W naszym nowym domu, na poddaszu jest pusty pokój. Nie ma w
nim zupełnie nic-ani starych mebli, ani ubrań zimowych, ani niepotrzebnych
rupieci. Pokój ma białe ściany i okno zaciągnięte roletą. Jest ciemny i cichy.
Ale wcale nie jest straszny. To nie jeden z tych pokoi, z których
dochodzą dziwne dźwięki, a pod sufitem sterczą upiorne pajęczyny.
Mój pusty pokój jest pokojem przyjaznym
I smutnym.
Wcale nie miał być biały i pusty, ze skradzionym widokiem.
Ani smutny. Miał być lawendowy z jasnymi meblami, miękkim dywanem w księżniczki,
który widziałam u mojej sąsiadki i podpatrzonym kryształowym żyrandolem, który
uwielbia jej córeczka. Lub żółty, podobny do pokoju mojego syna, z wykładziną w
ulice i śmiesznymi nalepkami na ścianach. Zostawiłam ich jeszcze trochę-jest żyrafa,
słoń i nosorożec. Starczyłoby dla pustego pokoju.
Chciałam odmienić go na Boże Narodzenie, nasze wspólne
ulubione święta, po pierwszych urodzinach małego B. Bardzo szybko powstała
lista potrzebnych sprzętów i drobiazgów. Leży jeszcze w mojej nocnej szafce.
Kiedy dowiedziałam się że pusty pokój pozostanie pusty,
natychmiast zamknęłam do niego drzwi. Nie otwierałam ich przez wiele dni. Nie
przechodziłam obok niego, spacerując nie patrzyłam w zasłonięte okno.
Gdy wreszcie weszłam do pustego pokoju uderzyło mnie jaki
panuje w nim spokój. Zapach farby, drewna, nowości, oczekiwania na ciąg dalszy.
Czy on nie wie, że nie będzie ani lawendowy ani żółty? Na co czeka taki odświętny?
Usiadłam na środku i długo płakałam nad tą pustką i ciszą, nad bielą ścian i
nad tym widokiem. Płakałam tak długo aż wypłakałam chyba wszystkie łzy, bo od
tamtej pory nie zdarzyło mi się więcej płakać.
Pokój chyba zrozumiał, że pozostanie pusty. Nie przyozdobią
go kolorowe firanki ani miękkie poduszki. Nie będzie radosnych zdjęć na ścianach.
Będzie po prostu pustym pokojem. Wtedy postanowiliśmy się zaprzyjaźnić. Każde z
nas ma swoją pustkę i ciszę. Ja mogę w nim przesiadywać na środku podłogi, a
pokój choć przez chwilę nie czuje się zapomniany. Przez uchylone drzwi może słuchać
śmiechów małego B., naszego krzątania się po domu.
Chciałabym dopisać jakieś szczęśliwe zakończenie, mówiące o
tym jak któregoś dnia odsłoniłam roletę, pomalowałam ściany na lawendowy czy też
żółty, wniosłam kolorowe mebelki, a na parapecie postawiłam kwiatki. Ale nie
mogę. Pokój dalej jest pustym pokojem.
Może wszystko ma swój czas. I może najlepszym kolorem dla tych ścian będzie zielony?
OdpowiedzUsuńMoże właśnie tak On to zapisał.. zapisuje każdego dnia... człowiek ma swój plan i cel, ale czasami bywa tak, że życie ma wobec nas swój własny plan... czasami pytam.. dlaczego tak jest i czy ktoś nam na te pytania kiedyś odpowie i będziemy wiedzieć, dlaczego właśnie tak się stało, takich ludzi spotkaliśmy, dlaczego musieliśmy podjąć taką decyzję i dlaczego taki pusty pokój nie został pomalowany? Wierzę, że On nam kiedyś pokaże dlaczego...
OdpowiedzUsuńJa myślę, że on kiedyś przestanie być pusty. Może czeka na swój czas, tak jak mój pusty pokój...
OdpowiedzUsuńbyć może czeka na właściwy moment i kiedyś spojrzę na to inaczej. Może wtedy dopiszę szczęśliwe zakończenie?Najgorsze dla pustego pokoju jest teraz...
OdpowiedzUsuń